— Z mojej szkoły — zaśmiała się Irenka cicho.
— A wracaj prędko! Do widzenia, drogi panie! Kiedy wrócimy, damy panu znać przez telefon.
Dotknęła ręką dzwonka, który wywołał na widownię uśmiechniętego Piotra.
— Niech Piotr pomoże odziać się panience — rzekła.
— Także coś! — zawołała Irenka. — W naszym miasteczku jest dwóch paralityków, ale ja mam jeszcze zdrowe ręce.
Uściskała panią Opolską i wybiegła na ulicę, a pan Podkówka za nią. Ujęła go pod rękę.
— Miał pan kiedy taką babkę? Klasa, nie babka!
I czym prędzej zaczęła mu opowiadać o pobycie w Zakopanem, a kiedy doszła do tej chwili, kiedy zdjęła skalp ze Zbyszka, zaśmiała się tak głośno, że wszyscy przechodnie obejrzeli się niespokojnie. Ujrzawszy jednak, że w chmurny, zasępiony dzień idzie dziewczyna tak roześmiana jak słońce, uśmiechnęli się także.
XIV
Nikt nie wie, o czym długo ze sobą rozmawiały panie: Opolska i Borowska. Zamknęły się w pokoju pani Borowskiej w domu doktora, a kiedy stamtąd wyszły, obie miały czerwone oczy, a na ustach uśmiech.