— Poczekaj chwilę... Otóż twoim będzie obowiązkiem...
Pan Borowski nie dokończył, bo idąc za jej wzrokiem spojrzał za okno, gdzie się coś dziwnego odbywało. Przyjrzał się pilnie, zbliżywszy twarz do szyby, i ujrzał, że kopczyk śniegu usiłuje się poruszyć, a zwariowany pies rozgrzebuje go, przeraźliwie szczekając.
— Co tam się dzieje, Irenko?
Irenka odrzekła ze śmiertelną powagą:
— Podróżny zabłądził wśród zamieci i śnieg go zasypał. Ale ja i pies z Góry św. Bernarda57 usiłujemy go ocalić.
Panu Borowskiemu zaczęło coś świtać w głowie.
— Na Boga! Jaki podróżny?
— To Jasia zasypało — odrzekła smutno Irenka.
— Ależ on się udusi! — krzyknął ojciec.
— Bardzo możliwe, jakoś przestał się ruszać. Gdyby tatuś mnie nie był zawołał...