— Już nie będę! Nie cierpię mojej gęby, ale już nie będę. Może tatuś być spokojny. Janka też chciałam odchudzić, ale mu dam spokój.
Janek jednak był bardzo rozkapryszony, a ponieważ zdawało mu się, że jest stale pokrzywdzony, potrafił wielkim głosem wołać o sprawiedliwość — kiedy zaś szło o jedzenie, wtedy nie znał miary w zdzieraniu gardła. Organ głosu miał potężny i przenikliwy, nieproporcjonalnie jednakże mała objętość rozumu w stosunku do rozmiarów gardła nie pozwalała na użycie rozsądnych uwag i perswazji. Wpadł razu jednego w szaleństwo, kiedy pani Borowska, zmęczona bardzo, zasnęła po południu. Po oznajmieniu, że chce krzyczeć, nie dawał uspokoić się nikomu. Wtedy wdała się w tę sprawę Irenka. Przyniosła ze spiżarni dwa kurze jaja i nie zwracając na niego uwagi, pilnie zaczęła przyglądać się im przy oknie; potrząsała nimi i przykładała do ucha, jakby nasłuchując. Tajemne te sztuki zwróciły wreszcie uwagę Jasia. Nie zaniechał wprawdzie krzyku, ale wrzask nieco zelżał, a brat zbliżył się powoli do Irenki, bucząc już tylko od czasu do czasu, aby zaznaczyć, że „przerwał, lecz róg trzymał”65 i każdej chwili może zacząć na nowo.
— Co to jest? — zapytał w końcu.
— Zaczarowane jaja — rzekła Irenka. — Ciebie jednak nic to nie obchodzi, bo to jest tajemnica.
Jeśli tajemnica, w takim razie trzeba poświęcić całą treść serca i ducha, aby ją poznać. Musiała to być wielka tajemnica, bo inaczej taka mądra dziewczyna jak Irenka nie będzie nasłuchiwać, co się dzieje w jajku. Chłopcu zaświeciły się oczy i czym prędzej oświadczył gotowość przystąpienia do spółki w celu zbadania tajemnicy.
— Z tobą nie można gadać o tym, bo wciąż drzesz się jak stary worek.
—- Już nie będę!
— Przysięgasz?
— Przysięgam!
— To ci powiem, ale gdybyś komuś słówko pisnął, wszystko będzie na nic!