Pędem pobiegła do pokoju Jasia, gdzie zastała całe zgromadzenie, skrzyknięte wołaniem pani Borowskiej. Wszyscy w największym zdumieniu patrzyli na Jasia, który przypominał obraz ostatecznej nędzy i beznadziejnej rozpaczy. Od trzech godzin siedział nieporuszony, blady i przerażony. Nie śmiał krzyknąć i oczekiwał cudu. Jedno jajko upadło na dywan i rozbryznęło się lepką, biało-żółtą fontanną, drugie zaś nieszczęsny czarodziej kurczowo zacisnął w omdlałej ręce, tak że smętna jajecznica przeciekała przez palce. On sam nie wiedział już dobrze, co się z nim dzieje, i olśniony światłem lampy, łypał oczyma jak ktoś, kogo na wpół martwego wydobyto z wody. Kiedy zdjęto z niego czar i jako tako doprowadzono do przytomności, rozpoczął się sądny dzień, a raczej sądna noc. Na szczęście pan Borowski znajdował się na folwarku, więc kiedy zatarto ślady zaczarowanych jaj, usiłowano zatrzeć również całą historię i przekupić rozsrożonego Jasia ogromną ilością konfitur. Nieprzytomny smyk był jednak dość przytomny, gdy szło o słodycze, i zaczął targować się nieustępliwie. Zestrachana i zgromiona Irenka przyrzekła mu wszystkie swoje leguminy przez cały tydzień, byle tylko milczał. Interes był dobry, więc Jaś wreszcie nań przystał i obiecał milczenie. Wymyty i doprowadzony do statecznej równowagi zasiadł o godzinie siódmej do wieczerzy, ponuro od czasu do czasu spoglądając na Irenkę. Wtem ojciec rzucił wzrokiem na Jasia i zapytał niespokojnie:
— Czemu Jaś taki blady?
— To tak od lampy — bąknęła Irenka.
Pani Borowska i ciotki zaczęły nieśmiało twierdzić, że Jaś doskonale wygląda, pan Borowski jednakże dobrze widział i rzekł:
— Coś mu jednak jest, chłopiec wygląda jak zmyty. Jasiu, nie będziesz tego jadł. Irenko, skocz do kuchni i powiedz, aby Jasiowi dano dwa jaja na miękko.
Ziemia zatrzęsła się, kiedy Jaś to usłyszał; dwa mizerne jajka urosły nagle przed jego oczyma do potwornych rozmiarów i zakryły cały świat, wobec czego krzyknął przeraźliwie:
— Tatusiu! Nie chcę jajek, nie chcę, nie chcę!
Zleciał z krzesła i zaczął uciekać przed straszliwym widmem.
— Mówiłem, że on jest chory! — rzekł pan Borowski. — Jasiu, stój! Czemu nie chcesz jaj na miękko?
— Niech Irenka zje! — wrzasnął Jaś i uciekł.