Potem zapadło smutne milczenie, a w Irence serce omdlało. Objęła głowę rękami, a łzy zaczęły padać na leżącą przed nią książkę. Była to niezwykła historia o księżniczce, co miała sto pałaców i gadającego ptaka — i nigdy nie płakała.
— Matko najświętsza, zmiłuj się nad tatusiem — szepnęła Irenka.
Z każdego jej słowa pociekły łzy.
Jakoś dziwnie smutno było w całym domu. Wszyscy czuli, że pan Borowski czymś się bardzo martwi, a pani Borowska smutno na niego patrzy. Ciotki też milczały poczciwie i w jakiś sposób dały znać babce, aby nie czyniła wielkiego zamieszania.
Za oknami wyła śnieżyca i wicher bardzo płakał, jakby wiecznym zmęczony narzekaniem.
Oni wszyscy siedzieli w dużym pokoju, cichym i wyzłoconym przez miękkie światło lampy. Pan Borowski usiadł w rogu odwiecznej kanapy i milcząc, palił papierosa. Irenka udawała, że czyta książkę, lecz częściej niż w nią patrzyła ukradkiem w zamyśloną twarz ojca. Zwykle o takiej porze ktoś głośno czytał, tego jednakże dnia nikt jakoś o lekturze nie wspomniał, jak gdyby wszyscy chcieli w ciszy przebrnąć przez smutek długiego wieczoru. Jeden Jaś pragnął użyć przed snem towarzyskiego życia i pętał się po pokoju dość hałaśliwie; aby go więc uspokoić i przysposobić do snu, matka, siedząca przed płonącym kominkiem, objęła go ramieniem i jak to czyniła często, zaczęła półgłosem opowiadać mu bajkę — zbyt groźną na noc dla Jasia, lecz była to jedyna bajka, jaką znała: o biednym szewcu, który został królem, bo odważył się spędzić noc w starym, okropnym zamczysku, dokąd pośród wielkiej wichury przychodziły groźne i potężne duchy, aby go porazić trwogą i zmusić do ucieczki. Szewc jednakże znał śliczną modlitwę, która sprawiła, że nie obawiał się niczego na świecie.
Wszyscy zasłuchali się mimo woli, kiedy pani Borowska mówiła cicho:
— Przyszedł dzielny szewc do strasznego zamku, usiadł i czekał cierpliwie, kiedy wybije północ. Wiatr płakał wśród pustych komnat, a tam, gdzie ten szewc siedział, było tak cicho, że słyszał swoje bijące serce. Była to siódma noc jego próby i zarazem ostatnia. Zwalczył już wszystkie strachy i ciemne potęgi, ale tej nocy miały się zjawić najgorsze i najbardziej mocne. Nagle zaczął nasłuchiwać: to bije północ. Jego serce też uderzyło dwanaście razy. „Bóg jest ze mną!”, rzekł cicho i czekał. „Bóg nie opuści nigdy biedaka!”. Znowu zrobiło się bardzo cicho, aż wtem ktoś zapukał do drzwi trzy razy: „Stuk! stuk! stuk...”.
— O, Boże! — krzyknęła cicho ciotka Amelia.
Ktoś stuknął najwyraźniej trzy razy w drzwi białego domu. Było to tak niespodziewane, że wszyscy zdrętwieli. Spojrzeli po sobie.