Ciocia Amelia pomyślała z przestrachem, że jeżeli ona przyrządzi rosół, to ją anielski ten człowiek zastrzeli albo jej każe wypić truciznę. Uznała jednak, że Irenka, która wszystko umie, powoli we wszystkie gospodarskie kunszty ją wtajemniczy.

Doktor nie zwracał jednak uwagi na drobiazgi; można było podać mu smażony stary kalosz, a on byłby nie zauważył, co pożera. Zaciekawiła go inna sprawa.

— Powiedz mi, nadobna Irenko — rzekł raz tajemniczo — czy dostojna Amelia jest lunatyczką?

— Ależ nie! — zaśmiała się Irenka.

— A może ona uczyniła ślub, że wśród nocnej ciszy będzie gadać sama ze sobą przez dwie godziny?

— A czy ciocia tak gada?

— Z gadaniem mniejsza, bo ja sypiam daleko, po drugiej stronie domu, ale ciocia czasem wykrzykuje, jakby dowodziła wojskiem.

Irenka z wielkiego śmiechu chwyciła się rękami za to miejsce, w którym wedle zgodnej opinii uczonych znajduje się żołądek.

— Oj! To pan doktor o niczym nie wie?

Doktor przechylił śmiesznie głowę i tak na nią patrzył jednym okiem jak kura na jastrzębia.