— Że też ta ciotka nawet zełgać nie potrafi uczciwie!
Wyszedł w wielkiej alteracji80 i mocno zaperzony, gotów do najbardziej krwawej awantury, gdyby mu ktoś stanął w drodze. Wymyślił wybornie całą komedię, a Amelcia niezdarnie ją odegrała. A Irenka — też ziółko, nie daj Boże!
— Spróbuj taką ołgać81! — wykrzyknął na głos z wielkim uznaniem.
— Moje uszanowanie panu doktorowi — zawołał ktoś uprzejmie.
— Do widzenia... Następny! — odrzekł doktor ni w pięć, ni w dziewięć, machnąwszy ręką w stronę zdumionego przechodnia.
Tego zaś dnia, nie mogąc jeszcze ochłonąć ze zdziwienia, że najchytrzejszy jego pomysł został odkryty, napisał receptę na odwrotnej stronie kwitu Irenki.
Wspaniale zaplanowany czyn doktora pomógł wprawdzie, ale niewiele; pozwolił jednak Irence namyślić się spokojnie, co odniosło ten skutek, że dnia jednego podskoczyła w górę i czym prędzej pobiegła do doktora.
Ucieszył się bardzo i rzekł z wielką powagą:
— Jeśli przyszłaś po lekarską poradę, to źle trafiłaś. Ja leczę żołądek, nerki, płuca i wątrobę, ale nie jestem specjalistą od pomylenia głowy. Z tym musisz jechać do Warszawy.
— Ja właśnie chcę jechać do Warszawy!