— Nie pomyliłem się — rzekł on smutno. — Głowa... Siadaj i mów, byle poważnie, a nie takim piskliwym głosem jak zwykle. „Kto umarł?”, jak mówiła babka; daj jej, Panie Boże, zdrowie.
— Doktorze, drogi doktorze! Ja mam myśl...
— I ślepemu zdarzy się, że coś znajdzie, kiedy długo szuka.
— Niech sobie pan doktor gada, co mu się podoba, a ja jednak mam myśl!
— Gadaj w imię boże! Ja wiele wytrzymam, a gdybym zasłabł, zawołaj ludzi.
— Drogi doktorze! Moja mama ma ciotkę...
— W uczonych księgach czytałem, że rzecz taka jest możliwa.
— Jeżeli pan doktor nie spoważnieje i będzie robił hece, pójdę sobie i nigdy nie wrócę.
— Wrócisz za trzy dni na mój pogrzeb, bo ja uschnę z rozpaczy jak drzewo w mróz. I cóż z tą ciotką? Zauważyłem, że w waszej rodzinie jest na ciotki urodzaj. Jedna mniej, jedna więcej... Skończyłem.
— Otóż ta ciotka to nie taka zwyczajna ciotka. To hrabina!