Pokazał jej pałacyk, odgrodzony od ulicy, zarosły dzikim winem, wytworny i czysty. W oknach wisiały zasłony, dębowa, pięknie zdobiona brama była zamknięta.

— Ładny dom — rzekła Irenka nieswoim głosem. — Czy to naprawdę tutaj?

— Na domu jest tabliczka, niech Irenka spojrzy... „Zofia hr. Opolska”.

— Boję się! — szepnęła Irenka.

— Czego Irenka się boi? — mówił gorąco pan Podkówka.

— Nie wiem... Nigdy się tak nie bałam... Proszę pana, a jeżeli ona na mnie krzyknie?

— No to co? Niech Irenka wtedy krzyknie na nią.

— Prawda! — rzekła Irenka zdumiona prostotą pomysłu.

— Irenka wejdzie — układał plan pan Podkówka — a ja zaczekam na ulicy.

— Ale niech pan stoi blisko bramy, bo mnie mogą wypchnąć za nią gwałtownie.