— Ten powiedział prawdę. Od razu można to było spostrzec, zresztą podał nam adres pani Opolskiej w Zakopanem.
— Zakopane... Zakopane... — mówiła Irenka, jakby coś rozważając. — To bardzo daleko...
— W każdym razie nie na końcu świata. Będzie sobie Irenka u nas mieszkała, a tymczasem ta pani powróci...
— Bóg wie kiedy. A jeżeli pojechała na całą zimę?
— To poczekamy do wiosny.
— Ja nie mogę czekać — odrzekła Irenka twardo.
W domu zastał pan mecenas Podkówka niespodziewany list, pisany pismem zawadiackim, pełnym zakrętasów i esów-floresów. Każde słowo wypuszczało z siebie cienkie i długie wąsy jak dzikie wino, a podpis przypominał autograf królewski sprzed pięciuset lat, położony na wyroku śmierci. Wiele słów było podkreślonych, co im miało dodać wagi i znaczenia, po innych wyrastał wykrzyknik jak młode drzewko, aby zwrócić uwagę czytelnika, że słowo to jest potężnym okrzykiem.
Podkówka czytał zdumiony:
„Doktor Zenobi Lipień, konował90 i filozof małomiasteczkowy — Józefowi Podkówce, szlachetnemu młodzianowi, pozdrowienie!
Ponieważ pod pańskie skrzydła — jak pisklę pod skrzydła orła — schroniła się dziewica szlachetnego rodu, znana powszechnie pod przezwiskiem «Panny z mokrą głową», piszę do pana w te pędy z uniżoną prośbą, aby pan raczył otoczyć ją opieką, staraniem i zbytkiem! Gdyby te skromne zapasy, które zabrała na w podróż, nie wystarczyły, niech pan nabędzie nowe u odpowiednich specjalistów, sprzedających chleb, masło, kiełbasy i salcesony! I niech jej pan strzeże jak oka w głowie i nie pozwoli pani Opolskiej wydrzeć jej serca i wypić jej krwi!!! Czarownice często to czynią, uważając krew niewinnych dziatek za wyborny pokarm! Proszę też dawać baczenie, aby zwariowana nasza pannica nie postradała w stolicy tej odrobiny rozsądku, który pańskiej uporczywej pracy zawdzięcza! Niech zażywa zabawy, byle w miarę! Ponieważ wiadomo mi przypadkiem, że pan nigdy nie fabrykował pieniędzy, a w inny sposób nie mógł pan dojść do posiadania majątku, załączam zatem parę groszy, aby pan mógł ich użyć, w razie gdyby Irenka chciała oblec się w jakieś kiecki albo co!!! Niech rozrzuca to złoto garściami, lecz rozważnie. Gdyby chciała zakupić ze zbytku fantazji Zamek Królewski91 lub Łazienki92, niech ją pan z właściwym sobie taktem stara się od tego odwieść. I niech czym prędzej powraca, notabene93, jeśli wyjdzie żywa z rąk tej pani, do której zwróciła swe kroki. Zwłok odsyłać nie potrzeba!!! Wiedz bowiem, szlachetny młodzianie, że chociaż zaledwie niewiele godzin trwa rozłąka, brak nam jej bardzo, a przeraźliwa cisza trwoży nasze serca! Gdyby potrzeba było wsparcia fizycznego, niech pan mnie wezwie za pomocą telegrafu. Widziałem w naszym mieście wiele drutów na słupach, stąd sądzę, że maszyna ta działa i na naszym terenie! W wypadku gwałtownym mogę zabrać ze sobą dubeltówkę i ukatrupić, kogo trzeba! W wypadku łagodnym wystarczy moja recepta, działająca wprawdzie wolniej, lecz równie skutecznie! Czekam zatem na szanowne pismo pańskie, tymczasem zaś i ją, i pana polecam łasce boskiej. Bądź zdrów, zacny młodzianie, i sędziwego dożyj wieku!!!”.