Droga wiodła pod górę, a ponieważ śnieg zaczął tajać w słońcu, zrobiło się ślisko. Irenka, zmęczona nocną podróżą, niewyspana i dźwigająca walizkę, zaczęła iść z trudem.
— Pan mówił, że to niedaleko, ale zapomniał pan powiedzieć, że jest ślisko.
— Troszeczkę cierpliwości!
— Proszę pana...
— Czym mogę służyć?
— Proszę pana... Czy ja jestem damą?
— Oczywiście! Oczywiście! — zaśmiał się młodzieniec.
— W takim razie mógłby pan pomóc damie i ponieść trochę moją walizkę. Ja już nie mogę.
Bezgraniczne zdumienie odmalowało się na jego twarzy. Widać było, że nie wie, czy zaśmiać się czy też porwać bezczelną panienkę i cisnąć w rwący potok, co płynął wzdłuż ulicy. Spojrzał na nią groźnie, lecz ujrzawszy oczy wesołe i szczere, a na ustach uśmiech serdeczny i zarazem figlarny, pomyślał, że ten podlotek musi pochodzić z dalekiej prowincji i ma sielskie95 maniery, ale wcale go nie chciał obrazić.
— Proszę mi to dać! — zawołał nagle.