— Skąd go pani zna? Dlaczego on niósł walizkę pani?

— Bo go o to prosiłam. A kto to jest?

Piorun z zimowego nieba spadł z niezmiernym łoskotem. Na twarzy jednej bladej panienki widać było zgrozę.

— Jak to? Pani nie wie, kto to jest?

— Nie wiem... Skąd mogę wiedzieć. Ja mu się przedstawiłam, a on mnie nie.

— Przecież to Jerzy Zadora!

— Pierwszy raz słyszę — rzekła Irenka.

Wtedy nastąpiła ogólna zgroza, a blada panienka chwyciła się rękami za głowę i spojrzała w niebo, patrząc, czy przypadkiem nie wali się na tę głupią dziewczynę, która nie wie, kto to jest Jerzy Zadora.

XI

Postawiono Irenkę przed panią Milecką, osobą dystyngowaną i przyjemną, mającą we włosach siwe pasma. Umiała ona uśmiechać się podczas rozmowy, po jej ukończeniu zaś twarz jej przybierała wyraz ciągłej troski, tak jakby po ostatnim słowie zdejmowała ten obowiązkowy uśmiech jak ozdobę, i kładła go byle gdzie, aby go znowu położyć na twarzy, kiedy ją ktoś zagadnie. W oczach jej było wiele dobroci i to Irenka dostrzegła przede wszystkim.