— Ile panienka ma lat? — mówił niskim głosem, nie odpowiadając na jej pytanie.

— Prawie szesnaście! A pan?

— Co to panią obchodzi?

— Przepraszam pana za pytanie. Nie chciałam pana dotknąć...

— Mnie nikt nie może dotknąć! — krzyknął ni stąd, ni zowąd i grzmotnął pięścią w stół.

— Już nie zapytam o nic — powiedziała Ewcia z takim niezmiernym smutkiem, jakby ją spotkało okropne nieszczęście.

Stary człowiek wzruszył ramionami i patrzył na nią przeraźliwym, świdrującym spojrzeniem, mrucząc coś niewyraźnie. Musiało się w mim jednak gotować jak smoła w diabelskim kotle, bo bulgotał przez czas dłuższy; potem znowu wybuchnął niespodzianie:

— Jak się pani nazywa?

— Ewa Tyszowska.

On zerwał się nagle z krzesła, jak gdyby chciał na nią wywrócić stół, i ponownie ciężko usiadł.