— Ewa? Powiedziała pani: „Ewa”? — mówił głosem dziwnie zdławionym.
— Tak, proszę pana.
Zapadło milczenie. Dziewczyna patrzyła zdumiona, jak ogromny człowiek tarł ręką czoło. Po chwili, nieznacznie, jakby ukrywając wzrok, kątem oka spojrzała na dwie stare fotografie.
„Ta pani musi mieć na imię Ewa!”, pomyślała dziewczyna. „Głowę dam, że to też Ewa...”.
Nie powiedziała jednak nic.
On znowu spojrzał na nią i chciał coś rzec, lecz urwał, bo w przedpokoju odezwał się natarczywy dzwonek. Słychać było posuwiste jak w polonezie kroki famulusa, potem jakąś żywą rozmowę i trzaśnięcie drzwiami.
— Pawle! — krzyknął Mudrowicz.
Strażnik piekielny ukazał się we drzwiach.
— Kto to był?
— Jakiś pomylony. Pytał, czy tu mieszka najgłówniejszy kanonik85 od świętego Jana86.