— W takim razie będzie mi pan dawał znaki, do kogo mam zrobić oko... Więc co, pójdziemy?
Zdawało się, że pan Mudrowicz walczy potężnie sam ze sobą na tak błahy temat; widać było wyraźnie, że dla niego jest to sprawa niezwykła.
— Nie dziś... — powiedział wreszcie. — Jeszcze nie dziś.
— Dobrze! — szczebiotała Ewcia. — Ale trzymam pana za słowo! Pójdziemy którego pięknego dnia, tylko...
— O co idzie? — zapytał starzec z niepokojem.
— Powiedziałabym, ale się boję.
— Czy ty się kogokolwiek boisz?! — zawołał on niemal ze zdumieniem. — Niech Ewcia mówi śmiało.
Po raz pierwszy nazwał ją „Ewcią”.
„Dobrze jest!”, pomyślała ona.
Uśmiechnęła się do niego uroczo i zaczęła mówić: