Usiadła przy stole i spojrzała nieznacznie na panią Zawidzką, tak smutną jak i wczoraj. Na Jerzego nie zwracała najmniejszej uwagi.

Obiad jedzono w milczeniu, Jerzy cisnął głośno widelec, jakby nie mógł opanować zniecierpliwienia.

„Poczekaj, dryblasie!”, pomyślała Ewcia. „Zaraz zlecisz z krzesła”.

Nie miała w tej chwili innych pragnień, tylko to jedno. Postanowiła zachować tajemnicę jak najdłużej, gdy jednak w pewnej chwili spojrzała spod oka na panią Zawidzką, zrobiło się jej jakoś bardzo miękko koło serca. Nie będzie męczyć dobrej pani Zawidzkiej za to, że ma syna ludożercę.

— Aha! — zawołała nagle. — Ja tu mam coś dla pani...

Pani Zawidzka spojrzała zdziwiona.

— Niech pani tylko nie pokazuje pewnym osobom, którym się zdaje, że im wolno napastować bezbronne dziewczęta.

Gdy podawała karteczkę pani Zawidzkiej, serce w niej na chwilę bić przestało.

Pani Zawidzka wzięła kartkę znużonym ruchem i zaczęła czytać.

— Boże drogi! — zawołała w najwyższym zdumieniu.