— Trzymajcie mnie, dobrzy ludzie! — krzyczał Jerzy.

— Cicho bądź! — powiedziała pani Zawidzka. — Niech Ewunia wszystko opowie.

Ewcia zaczęła mówić o spisku z panem Szymbartem i o zuchwałej wyprawie.

— Trochę to mnie strach obleciał — rzekła. — Powiedziałam sobie jednak: „Nie taki diabeł straszny, jakby go pewien kiepski malarz namalował...”.

— Gwałtu, nie wytrzymam! — stęknął Jerzy.

— Pan Mudrowicz — mówiła Ewcia spokojnie — przyjął mnie trochę groźnie i w pewnej chwili zawołał o rozpalone żelazo, aby mi przypiec pięty...

— To istotnie mądry człowiek — mruknął malarz.

— Nie może być! — krzyknęła pani Zawidzka przestraszona. — I co, i co?

— Nic strasznego, proszę pani. Zaczęłam z nim gadać na rozum...

— Gadał ślepy o kolorach — rzekł malarz niezmiernie smutno.