— Wiedziałam, że z tego będzie nieszczęście — mówiła Ewcia powoli i wyraźnie, łypiąc okiem w stronę Jerzego. — Kiedy mu pokazałam obrazy...
— Oho!
— Wtedy pan Mudrowicz wpadł w szał. Myślałam, że mnie z miejsca udusi. Strasznie krzyczał: „Zabierz natychmiast te kicze!”. Co to znaczy „kicze”, panie Jerzy? Nie wie pan... Nie wiesz? To musi być jakaś obelga...
— Krwi, krwi! — krzyczał malarz...
— Wciąż tak krzyczał... „Patrzeć na to nie można! Oszaleć można na widok tych bohomazów!”.
Jerzy zakrył rękami twarz, a Ewcia mrugnęła wesoło w stronę pani Zawidzkiej, która się uśmiechnęła.
Nagle malarz zerwał się z krzesła i mówił szybko:
— A jednak wziął obrazy! Ha!
Ewcia stropiła się na krótką chwilę.
— Owszem, wziął... Ale... Ale powiedział, że je powiesi w przedpokoju. On się świetnie zna na obrazach!