— Od razu tak pomyślałam, gdy mnie zapytał, czy go się boję.
— Tak, tak... Ta brzydota była powodem jego rozpaczy. Ludzie uciekali od niego, a on jeszcze chętniej ich unikał. Był biedny, ale ogromnie zdolny i nieludzko pracowity. Wiecznie samotny, bo nawet rodzina nie utrzymywała z nim zbyt serdecznych stosunków, postanowił wybić się w jakikolwiek sposób i pokazać, przede wszystkim swoim najbliższym, że można być brzydkim, a jednak dokazać niezwykłych rzeczy. Wybrał drogę najpospolitszą, umyślił sobie bowiem, że skoro mu się uda zrobić wielki majątek, ukorzy tych, którzy jego chcieli upokorzyć. Pracował niezmordowanie, aby się przygotować do tego dzieła. Zamierzył wyprawę na Wschód, do Chin czy do Mandżurii90, nie wiem tego dokładnie. Zanim jednak tam wyruszył, zdarzyła się rzecz najmniej prawdopodobna. Znalazła się młoda dziewczyna, jakaś sierota, przezacne i przedobre stworzenie. Jak się to stało, tego nikt nie wie, dość że to słodkie biedactwo wzruszyło się jego losem. Była to raczej litość nad człowiekiem odtrąconym niż miłość, tak przynajmniej przypuszczał mój mąż. Obiecała, że za niego wyjdzie po jego powrocie ze Wschodu. Dziewczyna ta...
— Na imię jej było Ewa? Czy tak?
— Tak! Skąd o tym wiesz?
— Gdy pan Mudrowicz usłyszał moje imię, spojrzał nieznacznie na fotografię bardzo miłej osoby.
— Więc ma do dzisiaj jej fotografię, mój Boże!
— Nawet dwie.
— Biedny człowiek! — mówiła pani Zawidzka wzruszona. — Jeszcze nie zapomniał...
— Czy to było dawno?
— O, bardzo dawno! Pan Mudrowicz był młodym człowiekiem. Wyjechał niemal obłąkany z wielkiego szczęścia i nie było go przez trzy lata. Opowiadali, że robi wielki majątek na handlu.