— A co się działo z tą panienką?

— Otóż to! Co się działo z tą panienką? Źle się działo. Ponieważ pan Mudrowicz me pisał do nikogo z rodziny, tylko do niej, więc u niej zasięgano o nim wiadomości. Najczęściej czynił to jego brat stryjeczny, podobno piękny chłopak i jeszcze wspanialszy lekkoduch. Zdaje się, że mu przyszło łatwo wyleczyć ją ze złudzeń litości. Brzydki pan Mudrowicz był daleko, a przystojny Mudrowicz był na miejscu, w Warszawie. Tamten pisał krótkie listy, a ten mówił wiele i zapewne pięknie. Pomińmy bolesne szczegóły... Piękny Mudrowicz, myśląc zapewne, że to, co czyni, będzie doskonale mściwym żartem wobec bogatego i niemiłego krewnego, tak opętał dziewczynę, że wyszła za niego...

— O Boże! Jakżeż mogła to zrobić? — krzyknęła Ewcia.

— Tego ja ci, moje dziecko, nie wytłumaczę. Serce ludzkie jest pełne tajemnic. Litość z niego wywietrzała, a miłości w nim nie było. Ale najstraszniejsze rzeczy stały się potem dopiero. Piękny Mudrowicz porzucił żonę pół roku po ślubie, a ta nieszczęśliwa kobieta, o której Mudrowicz na Dalekim Wschodzie nic nie wiedział i do której wciąż pisał listy... Nie chcę opowiadać ci szczegółów tragicznych... Nie znam ich zresztą sama zbyt dokładnie i to tylko wiem na pewno, że serce tej kobiety, które oszukało się samo i które oszukali inni, nie mogło znieść nazbyt wielkiej udręki...

— Matko Boska!

— Gdy pan Mudrowicz wrócił, bardzo bogaty i szczęśliwy, zastał grozę, pustkę i śmierć. Czy możesz sobie wyobrazić, co się z nim działo? Podobno zapamiętał się i obawiano się, że popełni jakieś szaleństwo. Stało się jednak inaczej. Zdawało się, że ten człowiek stężał w rozpaczy i że skamieniał. Całe dnie przebywał na grobie kobiety, tej jedynej, która się do niego uśmiechnęła i którą uwielbiał jak świętą. Jej nie winił. Całą nienawiść skierował przeciwko sprawcy tragedii i przeciwko całej swej rodzinie, bliższej i dalszej, uznawszy wszystkich za wspólnych winowajców. Że się nikt za nim nie ujął i że nikt go nie zawiadomił o tym, co się działo. Dowiedział się przy tym, że jego listy, pisane w ostatnich czasach, jego brat stryjeczny przejmował i głośno je odczytywał wśród rodziny.

— Ależ to wstrętne!

— Któż mówi, że to nie wstrętne? Na świecie jest wielu złych ludzi, Ewuniu... Wyrządzają sobie potworne krzywdy, czasem nie wiadomo dlaczego i po co. Na krzywdzie jednak nikt od początku świata nie zbudował swojego szczęścia... Nie wiadomo, po co złamano życie dzielnego człowieka, który wierzył w ludzką uczciwość. Zrobiono z niego nieszczęśliwego dziwaka i nauczono go złości. Ten człowiek wszystko postanowił zamienić w zemstę, którą ścigał winnych i niewinnych. I to stało się może największym i najdotkliwszym jego nieszczęściem. Zemsta nigdy serca nie nakarmi... Nienawiść jest śmiertelną chorobą. Wypija krew z człowieka i oślepia go, bo człowiek, który żyje tylko myślą o zemście, ma na oczach mętną mgłę. Przestaje odróżniać ludzi sprawiedliwych od złych... I z kolei on wyrządza ciężkie krzywdy. A pan Mudrowicz zapamiętał się w zemście i jakoby postanowił ścigać swoją własną rodzinę do najdalszego pokolenia. Od trzydziestu lat dręczy się nieludzko i nic w nim nie zelżało. My, na przykład, nie zawiniliśmy mu w niczym, a jednak i nas byłby nie oszczędził... Gdyby nie ty, moje dziecko. Może się tobie udało przypadkiem dotknąć w jakiś sposób jego serca? Może się w nim już smutek wypalił do szczętu? To, co z nami na twoją prośbę uczynił, jest tak dziwne, że się jeszcze uspokoić nie mogę... Szkoda, straszna szkoda tego człowieka. Okropnie go skrzywdzono, ale i on nie znał miary w tym, co dotąd czynił.

— Nieszczęśliwy pan Mudrowicz — szepnęła Ewcia w zamyśleniu. — Pani nie ma pojęcia, w jakim on jest stanie.

Milczały przez chwilę, myśląc o tym człowieku.