— Mogę obiecać, bo z nim nie gadam!
— Jeszcze będziecie gadali! A teraz zawołaj go, bo on ten list zaniesie.
— Bardzo słusznie. Kto ma takie długie nogi, powinien być listonoszem. Już pędzę...
Usłyszawszy dzikie pokrzykiwania za drzwiami pracowni, zawołała potężnie:
— Panie Jerzy! Jurek! Natychmiast na dół do mamy!
— Całuj psa w nos! – odegrzmiał malarz.
— Mama mówiła, że masz pójść kupić wino, bo dzisiaj będzie uroczysta kolacja.
Jurek otworzył drzwi z pośpiechem.
— Naprawdę? Gotów ci jestem przebaczyć, dziewico stepowa. Już idę!
Wpadł z hałasem do pokoju matki, wołając: