— Mówiła mamie?

— Przed chwilą.

— Zapowiadam mamie, że skoro tylko powrócę, wsadzę ją w pokrzywy. Oho! Widzi mama? Jest! Przyszła mi ciosać kołki na głowie.

— Wynoś się!

Jerzy, przechodząc koło Ewci, stanął i usiłował zrobić straszną minę.

— Wychodzisz, Jerzy? — zapytała Ewcia niewinnie. — Wracaj prędko, bo po godzinie uschnę z tęsknoty.

— Wobec tego wrócę dopiero jutro! — krzyknął Jerzy.

Powrócił jednak po dwóch godzinach, rozradowany, z szeroko roześmianą gębą i zwycięsko pokazał Ewci dwie butelki.

— Co to jest? — spytała Ewcia. — Trucizna dla mnie?

— Jest to krew słońca, którą pospólstwo nazywa winem. Dwie butelki. Po jednym kieliszku dla istot słabych, reszta dla mnie.