— Naprawdę wino? — zdumiała się Ewcia.
— Czy niemowlęta nigdy nie widziały butelki? Zapytaj mamy! Gdzie jest moja rodzicielka?
— W kuchni. Przygotowuje kolację.
— A co będzie na kolację?
— Jakieś niesłychane rzeczy, kucharka też wychodziła i wróciła przed chwilą.
— Ale chyba dzisiaj nie będziemy pościć? Matko! — zwrócił się do wchodzącej pani Zawidzkiej. — Wino kupiłem, list oddałem. Nie widziałem oczywiście samego pana Mudrowicza, bo otworzył mi jakiś Ramzes z dwudziestej trzeciej dynastii91 ze spojrzeniem morskiej krowy...
— To Paweł! — zaśmiała się Ewcia.
— Może być Paweł. Zajrzałem do przedpokoju, w którym podobno zostały powieszone moje obrazy, ale okazało się, że rozmaite jaszczurki łgały na potęgę. Ponieważ jednak jestem w znakomitym nastroju i nie potrafię żywić w sobie zemsty w obliczu dwóch butelek wina, gotów jestem po raz ostatni zawrzeć z tobą przymierze. Ewo, matko rodzaju ludzkiego, czy odtańczysz ze mną taniec pojednania? Podaj mi rękę, księżniczko perska!
— Służę ci, książę czerniakowski92! Niech tylko książę nie czyni zbyt wielkich kroków, bo nie tańczy z szafą.
Wesoła para zaczęła pląsać dookoła stołu. Potem wysunęła się do hallu, wreszcie do ogrodu i tańczyła na ścieżce.