Panna Ewa „zrobiła ponurą twarz”.
— Stały się straszne rzeczy. Ojca nie było w kraju przez półtora roku. Pan nie może mieć nawet wyobrażenia o tym, co ja zdołałam zdziałać przez ten czas. O rany! Jeżeli ojciec nie osiwieje, to będzie cud boski. Co ja narobiłam, co ja narobiłam! I ja, i ten pies.
— Cóż pani mogła takiego zrobić? — pytałem zaniepokojony.
— Co ja zrobiłam? Gdyby pan miał włosy na głowie, to by... O, bardzo pana przepraszam...
— Nic nie szkodzi. Kobieto, mów dalej, byle prędzej!
— To się nie da tak od razu powiedzieć. Na wołowej skórze też by nie spisał. I dlatego właśnie przyszłam do pana.
— A cóż ja mam z tym wszystkim wspólnego?
— Niby nic. Pomyślałam sobie jednak tak: ja panu wszystko uczciwie opowiem, a pan mnie obroni przed tatusiem i wszystko mu pan wytłumaczy.
— Ja? Dlaczego ja?
— A któż inny? — odrzekła panienka, zdziwiona, na moje niemądre pytanie. — Przecież pan nas kocha?