— Odrobinę — mówiła Ewcia. — Bo ja chciałam wypić jeszcze jedno zdrowie... Pana Mudrowicza — dodała nieśmiało.
— Świetnie! — rzekł Jerzy. — Czy mam wygłosić mowę?
— Nie, nie! Ale wypijmy...
Uczynili to z milczącą powagą, po czym Jerzy wpadł w szał. Gadał, bredził, śmiał się i szalał. Tyle w nim było radości i złotej pustoty, że biły od niego ognie. Pani Zawidzka patrzyła na tego chłopaka z tkliwością, a Ewcia tak serdecznie jak na najukochańszego brata.
W tej chwili zaterkotał dzwonek.
— O tej porze? — zdziwiła się pani Zawidzka — Kto to może być?
— Ktoś poczuł wino! — odrzekł Jerzy.
Honorcia poszła otworzyć.
Czekali w napięciu, wreszcie weszła Honorcia.
— Przyszedł, proszę pani, ten, co był rano. Ale on jest jakiś pomylony! Pyta się, czy tu mieszka najgłówniejszy kanonik.