„I całus, i policzek ozwały się razem”95 — jak mówi Mickiewicz96 w Panu Tadeuszu.

Malarz, zręczny niczym małpa, odbił obelżywy pocisk w locie jak piłkę, ten zaś, znając z natury rzeczy prawa fizyczne, odbity z wielką siłą zmienił kierunek, łagodnym łukiem paraboli przeleciał przez mur i uderzył w szybę sąsiedniej willi. Szybie musiało ze strachu pęknąć serce, bo zabrzęczała smutno i wyleciała z oprawy w siedemdziesięciu siedmiu kawałkach.

— Co się stało?! — krzyknęła pani Zawidzka.

— Nic — odrzekła Ewcia. — Jerzy stłukł szybę w tamtym domu.

— W jaki sposób? — zdumiała się pani Zawidzka.

Jerzy chciał coś odrzec, ale nie mógł dokonać tej pospolitej czynności, bo zranione okno zostało otwarte i ukazała się w nim zdumiona panienka, trzymająca w prawej ręce bucik z lewej nogi, jakby na dowód, że życie dziwnie się kręci — raz w prawo, raz w lewo. I ona chciała coś powiedzieć, lecz zamilkła, ujrzawszy już po raz trzeci w krótkim czasie przerażoną minę Jerzego i zauważywszy, że Ewcia daje jej jakieś tajemnicze znaki, błagające dość wyraziście o milczenie. Panienka mrugnęła wobec tego figlarnie i znikła.

Pani Zawidzkiej zdawało się przez chwilę, że się jej zakręciło w głowie. Niczego nie rozumiała.

— Dlaczego ta panienka trzymała bucik w ręce? — spytała zdumiona.

— Bucik? — rzekł Jerzy. — To ciekawe! Czy się mamie nie zdawało?

— Może być, że mi się zdawało — mówiła pani Zawidzka. — Ale co było z tą szybą? Czy to naprawdę ty ją stłukłeś? Co to wszystko znaczy? Czemu Ewcia się śmieje?