Panienka z naprzeciwka była szczęśliwie zdumiona.

„Ona ma istotnie orzechowe oczy...”, pomyślał Jerzy.

Ewcia gadała za wszystkich, spryskując śmiechem każde słowo, a Jerzy czasem cichutko jęczał.

— Ten pan — terkotała Ewcia — jest cudownym malarzem... A kiedy nie maluje, usiłuje mnie udusić. A ja tłukę szyby... Ładne towarzystwo, co?

Panienka oświadczyła z radosnym śmiechem, że szybę wprawi z własnego kapitału i jeśli tylko Ewci zrobi to przyjemność, niech jeszcze kilka wytłucze, bo taka miła znajomość warta jest odrobiny szkła.

— Słyszysz, Jerzy! — rzekła z tryumfem Ewcia, dając tajemne znaki. Malarz odwinął obrazek i powiedział głucho:

— W takim razie proszę to wprawić zamiast szyby!

Panienka z laskowymi orzechami zamiast oczu spłonęła wielkim pożarem radości i na czas niejaki straciła głowę z wielkiego wzruszenia. Bardzo jej było z tym do twarzy i Jerzy, patrząc spode łba, zauważył to z niezwykłą przyjemnością.

— Ja nie mogę przyjąć za mizerną szybę tak cudownego obrazka — rzekła wreszcie panienka tak ciepłym głosem, że można było ugotować w nim jajko na miękko.

— Musi pani! Pan Jerzy oświadczył mi uroczyście, że do tak ślicznej osoby nie pójdzie z pierwszą wizytą z pustymi rękami.