(Jerzy zadrżał jak sejsmograf, który poczuł trzęsienie ziemi w pobliżu).

Pożegnanie odbyło się wśród okrzyków i wielu nawrotów. Ewcia musiała przyrzec panience, której orzechowe oczy mogły doprowadzić do zgłodniałej radości każdą wiewiórkę, że ją odwiedzi choćby jutro. Jerzy zaś usłyszał raz jeszcze, że ile razy panienka spojrzy na jego obrazek, tyle razy zobaczy niebo, choć na płótnie kwitły drzewa i nieba nie było widać.

— Czy wiesz — mówił Jerzy do Ewci po powrocie — że ty możesz człowieka przyprawić o utratę zmysłów?

— Aha? Widziałam, jak się chwytałeś ręką za głowę... Żałujesz obrazka?

— Wcale nie żałuję! To jakieś dobre stworzenie... Ale po co ty jej tak zakręciłaś w głowie?

— Ja? — zdumiała się Ewcia.

— A kto? Czy to ja łgałem?

— Ja też nie łgałam, tylko mówiłam poetycznie... Ależ ona śliczna! Tylko że cokolwiek przesadza...

— Czemu przesadza?

— A żeś ty taki „sławny”, taki „znakomity”...