— Do kogo pan? — spytała Ewcia uprzejmie.
— Do pana Zawidzkiego — bąknął młodzian i skłonił się raz jeszcze sposobem posuwistym.
— Proszę wejść! — rzekła Ewcia.
Młody człowiek po przejściu przez bramę ukłonił się po raz trzeci.
„Bardzo grzeczny człowiek”, pomyślała Ewcia, a głośno rzekła:
— A pan Zawidzki zna pana?
— Doskonale, proszę pani — odrzekł młodzian; zarumienił się raz jeszcze i ukłonił się po raz czwarty, zapewne żeby było do pary. — Niech mu pani łaskawie powie, że przyszedł Rogalik.
— Kto przyszedł?
— Rogalik... Bo ja się tak nazywam, proszę pani. Nieco wesołe nazwisko, prawda, proszę pani.
— Bardzo smaczne! — zaśmiała się Ewcia. — Och, przepraszam pana... Tak mi się wyrwało!