— Z całego serca!
— A teraz przyślij go tutaj.
Rogalik, uprzejmie poproszony, aby się raczył wspiąć na szczyty domu, ukłonił się, zarumienił, uśmiechnął i poszedł.
„Idź złoto do złota!”, pomyślała Ewcia i pobiegła badać wnętrze szafy.
Bardzo starannie przygotowała zawiniątko i po głębokim namyśle odwiedziła Honorcię w kuchni.
— Pani Honorciu kochana — powiedziała z najmilszym uśmiechem. — Pan Jerzy prosi o herbatę do pracowni... O dwie herbaty... Bo to widzi Honorcia, pan Jerzy ma gościa. Ach, byłabym zapomniała! Czy nic nie zostało z obiadu?
— Jeżeli Rolmops nie ukradł, to coś się znajdzie. A bo co?
— Bo widzi Honorcia... Ten gość... Z daleka przyjechał... I jest bardzo głodny. Więc pan Jerzy mówił... Rozumie Honorcia? Gdyby tak coś do zjedzenia... Ale dużo! Ja dzisiaj nie mam apetytu, więc niech Honorcia weźmie i to, co miało być dla mnie. Honorciu najdroższa, dobrze?
Honorcia spojrzała na nią bystro.
— Niech panienka nie kręci! — rzekła dobrotliwie. — Jeżeli przyszedł do pana Jerzego gość, to jest to malarz. A jeżeli on jest malarz, to po co tyle gadać? Czy to pierwszy?