— Honorciu złota! — zawołała Ewcia, ściskając poczciwą kobietę. — Jaka Honorcia jest mądra!
Zdumiał się Jerzy, ujrzawszy przenośną restaurację, z którą Honorcia wkroczyła do pracowni. Zdumiał się, ale pomyślał wesoło, że Ewcia jest wprawdzie koza, ale kuta na przednie i tylne nogi. Rozmawiał przeto wesoło z kolegą Rogalikiem, który na wszelkie pytania odpowiadał ruchami głowy, rąk, nóg i tułowia, albowiem właściwy narząd, przeznaczony przez naturę do gadania, zajęty był nieustannie jedzeniem, na co Jerzy patrzył z rozrzewnioną przyjemnością.
Po upływie godziny ujrzała Ewcia stowarzyszenie malarzy złożone z dwóch osób (święty Łukasz102, patron malarskiego cechu, był oczywiście obecny, ale niewidzialny), zdążające ku bramie. Starszy i już sławny odprowadzał grzecznie malarskie pisklę, mierzące na oko metr dziewięćdziesiąt — ale jednak pisklę. Kolega Rogalik był przejęty, szczęśliwy, promienny, najedzony, zarumieniony. uśmiechnięty i wciąż się kłaniał; zaś kolega Zawidzki klepał go po plecach i coś do niego wesoło gadał. Młody malarzyna cisnął do wezbranej piersi tobołek tak serdecznym ruchem, że mocno zastanowiłby się ten, kto by mu go wyrwać usiłował. Musiałby przedtem wyrwać serce z miłego Rogalika.
Ewcia rozrzewniła się tym widokiem.
„Jurek”, myślała, „zacny chłop! Ale ten Rogalik też nadzwyczajny... Kamienie będzie gryzł, a malarzem zostanie”.
Zaczęła się głęboko zastanawiać nad tym, jaka straszliwa moc tkwi w sztuce, skoro człowiek ponosi dla niej najcięższe ofiary. Sama tego nie odgadnie, ale musi na ten temat pogadać z Jerzym. On dużo wie. A Ewcia dałaby głowę za to, że gdyby Jerzemu ofiarowano nawet skarby, by się wyrzekł malarstwa, on w odpowiedzi na to wybiłby ofiarodawcy pokaźną liczbę zębów w gwałtownym i słusznym gniewie, chociaż go można do rany przyłożyć.
— Ewuniu! — szepnął Jerzy, niespodzianie stanąwszy przy niej i przy jej zadumie. — Nie chcę robić plotek, ale zda się, że spadłaś miłemu Rogalikowi na głowę jak cegła z dachu.
— Nie rozumiem — odpowiedziała Ewcia, zarumieniwszy się jak zorza poranna.
— Skoro nie rozumiesz — zaśmiał się Jerzy chytrze — dlaczego się w takim razie rumienisz? Ale ci powiem. Mój kolega najpierw jadł, ale kiedy przestał jeść, gadał tylko o tobie. Nie bałamuć Rogalików, przewrotna kobieto!
— Każ przenicować swój dowcip, bo już bardzo znoszony! — parsknęła Ewcia i uciekła.