Doniesiono jej wkrótce, że w kuchni czeka na nią jakiś chłopczyna z listem. List był od pana Szymbarta i brzmiał tragicznie krótko:
„Droga Ewciu! Przyjdź do nas natychmiast. Jest bardzo źle. Szymbart”.
Ewcia miała zamiar odwiedzić Szymbartów w niedzielę rano, po południu zaś udać się z uroczystą wizytą do pana Mudrowicza. Postanowiła jednak natychmiast stawić się na wezwanie, jeżeli bowiem „jest bardzo źle” — nie ulega wątpliwości, że źle może być tylko z Zosią. Wprawdzie i panu Szymbartowi bywało czasem „bardzo źle”, jednakże jej nie wezwałby na pomoc. Wybrała się natychmiast w drogę; zostawiła karteczkę z wiadomością dla pani Zawidzkiej i już miała wybiec, lecz przypomniała sobie o czymś w ostatniej chwili. Zapukała do drzwi Jerzego i objaśniwszy go krótko o wezwaniu pana Szymbarta, powiedziała cicho:
— Jureczku, pożycz mi osiemdziesiąt groszy!
— Nawet całego złotego — rzekł Jerzy, wyjmując portmonetkę; Ewcia była już u drzwi, gdy wtem Jerzy zawołał:
— Za pozwoleniem!
— Gadaj, prędko, bo się śpieszę...
— Zaraz, zaraz... Jeszcze wcześnie. Powiedz mi, na co ci te osiemdziesiąt groszy!
— Na tramwaj na dziś i od razu na jutro. A bo co?
— Na tramwaj... A przecież pani hrabina miała własnego majątku trzydzieści siedem złotych...