— I ty je przyjąłeś?

— Chciałem, pomyślałem sobie jednak, że nawet arcyksiążę bez pieniędzy byłby zwyczajnym łapserdakiem.

— Jureczku! — zawołała Ewcia. — Gotowa jestem powtórzyć za Basią, że jesteś znakomitym człowiekiem.

— Za jaką znowu Basią? — zdumiała się pani Zawidzka. — Co wy wygadujecie?

— Basia, proszę pani, jest to panienka z naprzeciwka — mówiła Ewcia niewinnie — do której Jurek robi wciąż oko i dlatego... Pamięta pani? Chciała w niego rzucić butem.

— Jerzy, co to wszystko znaczy?

— To znaczy, proszę mamy, że ja tego brzdąca upiekę na rożnie, potem ją położę na lodzie, aby ostygła, i znowu będę piec.

— Wart Pac pałaca! — zaśmiała się pani Zawidzka. — Ewciu! Czy ty byłaś przed chwilą u tej Basi?

— Tak, proszę pani. To rozkoszna panienka i bardzo mądra. A oczy ma jak marzenie. Zdaje się, że będziemy żyć w wielkiej przyjaźni...

— A cóż ona robi?