— Zdaje mi się, że studiuje historię polskiego malarstwa... Wciąż się wpatruje w jakiś obrazek.
— Oszaleję! — mruknął Jerzy i wyszedł z taką miną, jak gdyby szedł na własny pogrzeb.
Pani Zawidzka patrzyła i słuchała wszystkiego zdziwiona.
— Co mu się stało? — spytała.
Ewcia zamyśliła się, pokręciła głową i rzekła z powagą:
— Proszę pani... Już najwyższy czas, aby Jurka ożenić!
— Co takiego?
— Ja wiem, co mówię... I chyba ja się tym zajmę, bo on sam nigdy się na to nie zdobędzie!
Pani Zawidzka wzruszyła ramionami, głęboko przekonana, że i jej synowi, i Ewci upał pomieszał w głowach. Nie mogła zastanowić się nad tym głębiej, gdyż przyszedł pan Szymbart z uroczystą wizytą do Ewci, aby jej podziękować za wczorajsze bohaterstwo i oznajmić, że Zosia wyjedzie za trzy dni i że sama nadzieja wyjazdu znacznie ją ożywiła. Zwierzył się następnie ściszonym głosem, że pani Szymbartowa przyszła wreszcie do siebie, wypłakała się serdecznie i obficie, a wspominając Ewcię, wznosi oczy w stronę nieba.
— Moja żona kazała ci powtórzyć, Ewuniu, że gdybyś chciała do nas powrócić, kwiaty rozsypie przed drzwiami.