Wyszli z cukierenki, przy czym Rogalik ukłonił się dwa razy panu Mudrowiczowi, a trzy razy Ewci i poszedł pokazać swój krawat reszcie mieszkańców Warszawy, która go jeszcze dotąd nie widziała.

— A teraz pan mnie odprowadzi... — mówiła Ewcia jakoś dziwnie niepewnie. — To niedaleko... To już bardzo niedaleko... Miły chłopak, prawda?

— Bardzo miły!

— Tędy... Tylko przez tę ulicę jeszcze...

Pan Mudrowicz spojrzał na nią uważnie, bo Ewcia stała się jakaś niespokojna, ale nic nie powiedział.

— To już tu... — mówiła ona cicho. — O, ten dom, który pan ocalił... Prawda, jaki przyjemny dom?

— Ewuniu! — szepnął stary człowiek. — Zrobiłaś mi dziś wielką, wielką przyjemność... Dziękuję ci z całego serca. Kiedy się znowu zobaczymy?

— Alboż my się już żegnamy? Proszę pana...

— Co, moje dziecko?

— Czy pan pamięta, co mi pan przyrzekł?