— Pamiętam...

— I dotrzyma pan?

— Zapewne...

— W takim razie... Oj, jak mi w gardle zaschło! Ja mam do pana jedną, szaloną prośbę... Gwałtu, jak mi serce bije... Pan wie, jak ja pana kocham... Otóż jest taka sprawa... Pani Zawidzka...

— Co pani Zawidzka?

— Pani Zawidzka błaga pana przeze mnie... Błaga pana, aby pan był tak dobry... Bo widzi pan, pani Zawidzka chce panu podziękować osobiście... Więc powiada do mnie: „Uproś pana Mudrowicza, niech dzisiaj, w niedzielę...”.

Pan Mudrowicz cofnął się w zdumieniu.

— Co w niedzielę?

— „Niech odwiedzi nasz dom... Jako największy przyjaciel... Przyjmiemy go całym sercem...”. To pani Zawidzka tak powiedziała... A ja jeszcze serdeczniej proszę... Proszę pana! Pan mi przyrzekł... Ja nie mam żadnej innej prośby, tylko tę jedną. Pojęcia pan nie ma, jak panu będzie dobrze! O, drogi panie!

Pan Mudrowicz patrzył w twarz Ewci i zdaje się, że sam nie wiedział, czy śmiać się czy gniewać? Ujrzawszy jednak jej minę i zastrachaną, i pełną nadziei, i smutną, i wesołą, rzekł: