— A dlaczego rzucasz w niego bucikiem? — śmiała się Basia.

— Bo inaczej on rzuciłby we mnie swoim butem, a przypatrz się tylko jego pedałom! Ja musiałam go wziąć za łeb, aby on tego nie zrobił ze mną. Trzeba umieć postępować z mężczyznami. Nie masz zresztą pojęcia o tym, jak się z Jurkiem wesoło wojuje. Wczoraj byłam troszkę zmęczona, więc mi się nie chciało urządzać żadnych awantur, a ten przychodzi bardzo markotny i powiada: „Ewelindo! Zróbmy jakiś kawał, bo nudno”. Pani Zawidzka też była zaniepokojona, gdyż było u nas cicho. Na szczęście jednak wieczorem cały dom zaczął chodzić na głowie.

— Co się stało? Mów prędko, co się stało?

— E... Nic wielkiego! Jurek narysował moją karykaturę i oparł ją o szklankę przed moim nakryciem.

— To przecież żadna awantura — rzekła Basia zawiedziona.

— Żadna awantura? A czy wiesz, co on ze mnie zrobił? Na obrazku byłam ja, strasznie podobna, ale z rogalikiem w ręku, który przyciskam do serca. Miało to oznaczać, że mi ten przyjemny malarz Rogalik leży bardzo na sercu.

— A co ty na to? — zaśmiała się Basia.

— Ja? Nic... Poszłam do kuchni, wycyganiłam od Honorci dwa orzechy i bez słowa położyłam przed nim. Pani Zawidzka myślała, żeśmy oboje postradali zmysły, bo niczego nie mogła pojąć, ale Jurek od razu zrozumiał. Zaczerwienił się jak rak i zaczął wrzeszczeć, że mnie powiesi za nogi. I inne takie obiecywał mi przyjemności...

— Cóż miały znaczyć te orzechy? — spytała zdumiona przyjaciółka.

— Aj! — pisnęła Ewcia i zaśmiała się cichutko. — Nic, nic nie miały znaczyć... Bo to nie szło o orzechy, tylko o orzechową barwę. Mam wrażenie, że Jurek dostał kręćka na ten temat. Trudno to wytłumaczyć... Ale on wie, że ja wiem!