— No, dobrze — zaśmiała się Ewcia. — Ale gdyby przyszła żona przyrzekła malarzowi, że mu nie każe strzyc włosów i czytać powieści, to co?
— Nie ma aniołów na tym świecie!
— Jureczku... A gdybym ja ci znalazła takiego anioła, ożeniłbyś się?
Jerzy spojrzał na nią przenikliwie i rzekł:
— Słuchaj no, Ewo, córko Hieronima! W mojej pracowni pod szafą leży książeczka z obrazkami, której używam czasem do tępienia much. Weź ją sobie i zajmij się czytaniem wierszyków i oglądaniem ilustracji. To w sam raz dla ciebie. A jeżeli jeszcze raz zaczniesz ze mną gadać o moim małżeństwie...
— Dobrze, dobrze... Już nie będę. Ja tylko tak sobie... Bo co mnie to obchodzi, czy ty się ożenisz czy nie? Prawda? Ja myślałam tylko, że mama to by się strasznie ucieszyła... O, znowu ci fajka zgasła... Basia mówiła mi onegdaj, że ci bardzo do twarzy z fajeczką i że wyglądasz jak młody angielski arystokrata.
— Kto, ja?
— Przecież ja fajki nie palę. Aha! I prosiła mnie, abym cię zapytała, czy dobrze kazała oprawić twój obrazek. Bo dała srebrną ramę. Cieniutką, srebrną ramę... I gdzie go powiesić? W słońcu czy w cieniu?
— A gdzie go powiesiła?
— W swoim pokoju nad łóżkiem. Powiedziała mi, że skoro się obudzi, musi od razu spojrzeć na ten obrazek, bo wtedy nawet dżdżysty dzień wydaje się jej pogodny. Co ci się stało, Jureczku?