— Przez drzwi czy przez okno? — zawołała Ewcia.

— Nawet przez komin, byle prędko!

Pani Zawidzka podała jej gazetę i wskazując palcem niedługi artykuł, rzekła:

— Czytaj, drogie dziecko, a bardzo się ucieszysz.

— O tatusiu! — krzyknęła Ewa, ledwie rzuciwszy okiem.

Poczęła czytać korespondencję z Chin, w której pośród czerni liter błyskało od czasu do czasu promieniście nazwisko jej ojca. Korespondent oznajmiał całemu polskiemu światu, że doktor Hieronim Tyszowski zdobył sobie w Chinach sławę szeroką i zasłużoną, że mądrzy Chińczycy błogosławią jego działalność, a najwyższe władze składają mu hołdy; że polski uczony pomnożył niepospolicie chwałę imienia polskiego i że nie szczędzi sił, aby zamierzone swoje dzieło doprowadzić do końca.

Czarne literki zaczęły tańczyć przed oczami Ewci, migotać, złocić się i promienieć. Potem spadła na nie niespodziana ulewa łez czystych i rzęsistych, a jeszcze później Ewcia ucałowała papier w tym miejscu, w którym czarno na białym wypisano nazwisko jej ojca. Nie było dotąd wypadku, aby gazetę, w którą dobrzy ludzie zawijają śledzie, całowano z rozczuleniem. Może dlatego pani Zawidzka uśmiechała się nieco dziwnie, bo też jakby przez łzy.

— A co? — wołała Ewcia — Udał mi się Hieronim!

Artykuł został głośno odczytany siedem razy, tak że nawet i Rolmops cośkolwiek wreszcie z tego zrozumiał i zawył z wielkiego ukontentowania. Gazeta została wzięta przez Ewcię na własność, gdyż należało ją odczytać jeszcze Basi, panu Mudrowiczowi, Szymbartom i trzeba ją wysłać pani Halickiej.

Jerzy, wzruszony serdeczną radością Ewci, zapomniał o spalonej kieszeni i rzekł: