— Panie kolego! — rzekł Jerzy dobitnie. — Niech się pan uspokoi. Jeżeli pan jest szczęśliwy, to dobrze. I ja się cieszę, i moja matka, i Ewcia...

Miły Rogalik słuchał go uważnie, jak gdyby każdemu słowu przyglądał się z osobna. Widać, że coś zdołał pojąć resztką niezwarzonego rozumu. I jakby teraz dopiero zrozumiawszy, że oprócz gdańskiej szafy i Ewci ktoś jeszcze znajduje się w pokoju, zerwał się, ukłonił się ze wspaniałym rozmachem i rzucił się do rąk pani Zawidzkiej.

— Przepraszam, bardzo przepraszam — mówił gorąco. — Ale ja jestem taki szczęśliwy, o Boże, jaki ja jestem szczęśliwy.

— Dobrze już, dobrze! — powiedziała pani Zawidzka. — Ale co się panu przydarzyło?

— O, proszę pani... Niedawno w cukierni panna Ewa jadła lody i mówi: „Niech pan siądzie z nami”.

— Ach! — szepnęła Ewcia, zaczynając pojmować.

— Nic nie rozumiem! — rzekła pani Zawidzka.

— Niechże mama uważa — zaśmiał się Jerzy. — Pan Rogalik był w cukierni z Ewcią...

— Wcale nie! — zawołała Ewcia. — Ja byłam w cukierni z panem Mudrowiczem...

— Tak, tak! — potwierdził gorąco miły Rogalik. — I pan Mudrowicz kazał mi przyjść...