— Ze szczęścia! — krzyknął pan Szymbart.

— W tym domu zaczynają się dziać cudy — szepnął Jerzy do Ewci. — Oho! Pan Szymbart daje oznaki życia.

Pan Szymbart wydobył z kieszeni portfel, a z portfela karteczkę, którą podał drżącą ręką pani Zawidzkiej.

— Niech pani czyta! — rzekł zdławionym głosem.

Pani Zawidzka odczytała cicho, że sanatorium w Otwocku potwierdza odbiór należności za czas jedenastu miesięcy od panny Zofii Szymbartówny.

— To doskonale! — rzekła pani Zawidzka z miłym uśmiechem. — Dlaczego mi pan to pokazuje?

W odpowiedzi pani Szymbartowa zapłakała o oktawę niżej, a pan Szymbart podniósł obie ręce ku niebiosom. Potem jedną z nich wymierzył w stronę Ewci i rzekł:

— Ona obiecała, że stanie na głowie! Słyszy pani?

— Co takiego? — zdumiała się pani Zawidzka — Dlaczego Ewa miała stawać na głowie?

— Nadzwyczajne! — zaśmiał się Jerzy.