Pan Tyszowski przychodził z rozwianymi nieporządnie włosami, z krawatem wykrzywionym ze środy na piątek i z uśmiechem tak szerokim jak brama miasta Gazy28. O tak roześmianym człowieku rzekł raz ktoś obrazowo, że „mógłby jeść szparagi w poprzek”.

Ewcia wołała potężnie:

— Witaj, witaj, Hieronimie, zimny w lecie, ciepły w zimie!

Hieronim najpierw przestawał się śmiać z nadmiernego zdumienia, po czym odpowiadał:

— Witaj, witaj, lube dziecię, głupie w zimie, głupie w lecie!

— Jak śmiesz obrażać damę, Hieronimie!

— Damo! Jak śmiesz znieważać rodzonego ojca?

— Kobiecie wszystko wolno!

— A rodzicom wolno położyć kobietę na kolanie i...

— Nie kończ, luby Hieronimie! — wołała dama z nosem nieprzyzwoicie i niemodnie zadartym i rzucała się ojcu na szyję.