Taki sam pochód podążył do pracowni, okazało się jednak nieco później, że wciąż rozmawiający, dostojni ludzie na dole zjedli trzykrotnie więcej niż milczący młodzi na górze. Na to jednak zwróciła uwagę jedynie Ewcia, którą po odejściu gości pani Zawidzka uściskała gorąco, mówiąc:
— Strasznie, strasznie było miło! Ale skąd tobie, Ewuniu, przyszło do głowy przygotowanie ciastek i owoców? Jestem ci za to niesłychanie wdzięczna! Czy wiedziałaś o tej wizycie?
— Coś mi Basia o tym mówiła — odpowiedziała Ewcia niewinnie. — Prawda, proszę pani, jaka to rozkoszna panienka?
— Bardzo, bardzo miła...
— I mądra! — rzekł Jerzy dobitnie. — Pojęcia mama nie ma, jakie ona doskonałe uwagi robiła o moich obrazach.
„Wzięło cię, robaczku!”, pomyślała Ewa, a głośno powiedziała:
— Jurek! Tutaj palić nie wolno...
— Ach! — mruknął Jerzy. — Przyszedłem z tą fajką z pracowni i zapomniałem zgasić...
— Paliłeś fajkę przy Basi? — zapytała Ewa z ponurą zgrozą.
— Dlaczego nie miałem palić? Sama mnie o to prosiła.