— Drobnostka! — odrzekła Ewa. — Wzięło go!

— Co to znaczy? Co go „wzięło”?

— To znaczy, że Jurek ma jakieś zmartwienie.

— Zmartwienie? Ale jakie?

— Ja myślę, że coś mu się zdaje, ale jeszcze nie jest pewny. I nie ma dość odwagi, aby się przekonać.

— Nic nie rozumiem!

— Bo to się nie da tak od razu wytłumaczyć... Jeżeli pani pozwoli, to ja go zbadam i wszystko pani powiem w swoim czasie.

— A czy ty coś wiesz?

— Ja? Skądże znowu! Od pewnego czasu Jurek w ogóle ze mną nie gada. Ale to przejdzie!

Minęły dwa tygodnie, ale jakoś nie przeszło. Ewcia zajęta była niesłychanie „życiem towarzyskim”, wyjazdami z panem Mudrowiczem do Otwocka, odwiedzinami u Szymbartów. Zdawało się, że nie zwraca żadnej uwagi na to, że w oknie naprzeciwko tkwi Basia jak pelargonia i — widać — przygląda się harcom wróbli.