— Niemądre dzieciaki! — rzekła Ewcia sama do siebie z odrobiną gniewu w głosie i machnęła ręką z wyraźnym lekceważeniem. — Mogą tak stać w oknach do skończenia świata, a żadnemu nie przyjdzie do głowy... Ech! Wszystko ja i zawsze ja...

Na ten temat odbyła naradę z panem Mudrowiczem, przed którym nie miała tajemnic.

— Jestem pewna — mówiła — że Jerzy kocha się w Basi, a ona w nim. Może oni jeszcze sami o tym nie wiedzą, ale ja wiem!

— A skądże ty możesz wiedzieć, pędraku? — śmiał się pan Mudrowicz.

— Jak to „skąd”? Czy pan myśli, że ja nie wiem, jak się objawia zakochanie? Ja sama kochałam się w życiu już dwa razy i dwa razy śmiertelnie. I dwa razy zostałam haniebnie zdradzona! — dodała ponuro.

— O, biedna maleńka!

— Bynajmniej. Przekonałam się, co to jest męska stałość i co jest warta fałszywa przyjaźń. Moje dwie najlepsze przyjaciółki zbałamuciły tych, za którymi byłabym poszła na koniec świata. Jeden z nich tak cudownie udawał radio, że można było skonać ze śmiechu... A drugi pisał wiersze... Ale nie mówmy o tym, bo mi się chce płakać. Chciałam panu to tylko powiedzieć, że wiem dobrze, co to jest wielka i śmiertelna miłość. I wiem, że ani Jerzy nie zdradzi Basi, ani Basia Jerzego, bo to cudownie uczciwe serca; ale z tego chyba nic nie będzie i to mnie okropnie martwi.

— A dlaczego nic nie będzie?

— Bo Jerzy jest tylko w gębie mocny, a naprawdę jest bardzo nieśmiały; ona też. Zresztą Jerzego martwi co innego jeszcze. Ja to doskonale czuję. Widzi pan, pan Zawiłowski jest bardzo bogaty, a Jerzy jest malarzem i nie ma nic. I dlatego Jerzy, choćby miał cierpieć nie wiem jak, nigdy się nie odważy na nic, bo jest piekielnie ambitny...

— Piekielnie głupi! — rozgniewał się niespodzianie pan Mudrowicz. — I ty też, jeśli myślisz tak samo.