— Panno Ewo, doskonale się złożyło, że pani przyszła, bo ja właśnie wybierałem się do was... Chciałem panią o coś zapytać, ale niech to zostanie między nami...

— Oczywiście!

Pan Zawiłowski pomazał swój bas oliwą szeptu, aby słowa nie skrzypiały, i mówił:

— Panno Ewo! Z Basią coś się dzieje, a ja nie wiem co.

— A co się dzieje, proszę pana?

— Nie wiem... Nie wiem... Pani wie, ile w Basi jest radości, a teraz poznać jej nie można... Smutna, wzdycha i gada przez sen.

— Gada przez sen? Oj, to niedobrze. A co gada?

— Tego nie wiem. To jednak nie jest najgorsze — mówił ojciec o swej Basi, cały zapłakany — to nie jest najgorsze... Niech pani sobie jednak wyobrazi, co się działo wczoraj! Powiadam: „Co ci jest, Basieńko?”. Ona najpierw na to nic, potem patrzy, patrzy, wreszcie wybuchnęła płaczem i zawołała: „O, jaka ja jestem nieszczęśliwa!”. I uciekła, słyszy pani? Basia jest nieszczęśliwa! Ona! Czemu Basia ma być nieszczęśliwa?

— Z wielkiego szczęścia — odrzekła Ewa z powagą.

— Z czego?