— Z wielkiego szczęścia — powtórzyła.
Pan Zawiłowski spojrzał ma nią spod ogromnych brwi wybałuszonym wzrokiem śmiertelnie zdumionego karpia.
— Nie rozumiem! — jęknął i rozłożył ręce. — To dla mnie za mądre.
Ewa uśmiechnęła się ślicznie.
— My, kobiety — mówiła pouczającym tonem — używamy bardzo dziwnych sposobów w wyrażaniu uczuć. Żaden mężczyzna tego nie pojmie. Czy pan nie wie, że kobieta nieszczęśliwa płacze, a kobieta szczęśliwa też płacze, tylko obficiej?
— Przyznam się, że po raz pierwszy...
— Proszę pana... Był pan oczywiście na niejednym ślubie? Zapewne pan był? Czy pańskim zdaniem panna młoda jest szczęśliwa?
— Chyba tak...
— Jest bardzo szczęśliwa! A co robi? Płacze! Mama płacze, babcia płacze, ciotki płaczą i ona płacze.
— Może być. Co to jednak ma wspólnego z Basią? Przecież Basia nie myśli o ślubie!