— Ja nie jestem tego tak bardzo pewna — rzekła Ewa tajemniczo. — Czy pani Zawiłowska czuje się dobrze?
— Dzięki Bogu, coraz lepiej.
— A pan jest zdrów?
— Jak byk! To znaczy... Przepraszam za wyrażenie...
— Nic nie szkodzi. Z tej strony przeto nie pochodzą zmartwienia Basi. Ponieważ nie zdarzyło się żadne nieszczęście, które byłoby słuszną przyczyną płaczu, a ona jednak płacze, czyni to przeto z jedynego rozsądnego powodu: ze szczęścia.
— Z jakiego szczęścia? Panno Ewo! Nie słyszałem, żeby ją spotkało jakieś szczęście. Co się pani roi?
— Mnie nic, ale zapewne Basi się roi. Proszę pana... Pozwoli pan, że zapytam pana jeszcze o jedno?
— Bardzo proszę!
— Jak pan myśli: kiedy młoda panna jest najszczęśliwsza?
— Czy ja wiem? Nie byłem nigdy młodą panną...