— Ja panu powiem: kiedy się zakocha! Ale nie tak, byle jak, na patatajkę132, ale na śmierć. Kiedy ja się zakochałam po raz pierwszy, płakałam tak, że trzy ręczniki były mokre. Drugi raz przeszło nieco lżej, ale też płakałam.
— Nie może być! — zawołał nagle rozweselony pan Zawiłowski. — I przeszło?
— Przeszło — odpowiedziała Ewa posępnie. — Ale chyba znowu wróci — dodała szeptem.
— Pani myśli, że Basia...
— Myślę, że Basia jest zakochana na umór! Słyszy pan: na umór!
— Basia?
— Basia.
— Na umór?
— Tak mi się zdaje...
— Ale w kim, dziewczyno, w kim?