Ewcia zauważyła jednakże, że od niewielu dni uczony Hieronim powraca do domu wcześniej niż zwykle i dziwnie zamyślony. Wprawdzie już od progu rozpoczynał obłędny dialog, lecz czynił to bez zwyczajnej werwy i na próżno starał się sklecić dwuwiersz, aby nim pognębić wyrodną córkę. Przy stole siedział zamyślony i zdarzyło mu się, że wsypał sól do herbaty.
„Coś gryzie Hieronima”, pomyślała Ewcia z niepokojem.
Zaglądała pilnie w jego oczy, zadumane i patrzące w jeden punkt, lecz nie śmiała pytać, co się z nim dzieje. Wiedziała, że powie jej sam. Odbyła natomiast naradę z panią Halicką.
— Ciociu! Tatusiowi coś dolega...
— Cóż znowu? — rzekła ciocia. — Najadł się wczoraj wieprzowiny z kapustą, więc mu dolega...
— Ale nie... Tatuś ma jakieś zmartwienie. Ja wiem, że coś go dręczy!
— Dręczy go? Skąd ja mogę wiedzieć, co go dręczy? Może zgubił pakunek z cholerą albo coś? Czytałam, że się takie wypadki zdarzały. Czemu nie zapytasz ojca?
— Bo może nie chce, aby go pytać.
— W takim razie ja sama go zapytam!
— Ciociu złota! Tylko delikatnie...